Komunikacja miejska, czyli jak dojechać do pracy i nie zwariować.

komunikacja miejska czyli jak dojechac do pracy i nie zwariować

Wszyscy znajomi twierdzą, że jadąc ze mną tramwajem, zawsze dzieje się ie coś dziwnego, zabawnego, wkurzającego. Nie wiem czym przyciągam te sytuacje, ale przestaje mi się to powoli podobać.

Chyba czas zmienić środek lokomocji. 

 Proszę wsiadać szybciej, to nie limuzyna! – zirytowany głos kierowcy próbuje przebić się przez nieprzenikniony tłum tłoczący się przy drzwiach.

Stoisz zaspany za rozpychającą się na boki starszą panią otoczoną reklamówkami i pachnącą ostrymi jak nóż perfumami. Emerytka z dziarskim uśmiechem i chytrym błyskiem w oku właśnie upycha swój pokaźny tobołek na ostatnim wolnym miejscu siedzącym i z zadowoloną miną usadza się wygodnie obok niego. A w twojej głowie rodzi się tylko jedno pytanie : Gdzie do jasnej cholery jadą te wszystkie baby o szóstej nad ranem??

Cóż, nie ma to jak miły początek dnia.

Na dodatek aura nie motywuje do poprawy humoru – o okno uderzają grube krople deszczu, a niebo ma kolor szarego popiołu. Gdy już stoisz w miarę wygodnie tj. masz z każdej strony jakieś pięć centymetrów wolnej przestrzeni i prawie oddychasz z ulgą, drzwi otwierają się szeroko i do zatłoczonego już wnętrza wciskają się rechoczący głośno gimnazjaliści. Jeden z nich staje obok ciebie i prezentuje współpasażerom swoją niezwykle imponującą playlistę. W pewnej chwili tramwaj z impetem zatrzymuje się na światłach, czujesz czyjeś włosy w swoich ustach, w brzuch masz wbity kościsty łokieć a na swoich dopiero co kupionych butach odbitą podeszwę menela stojącego obok.

Tego dnia nie marzysz już o niczym innym jak tylko o tym, aby bez ubytków na zdrowiu ( zarówno tym fizycznym jak i psychicznym) dojechać na przystanek docelowy.

Przedostatni postój. Już z daleka widzisz białą koszulę, zieloną kamizelkę i dyndający na szyi identyfikator. Klniesz w duchu i zastanawiasz się czy spodnie które wrzuciłeś rano do pralki, nie zawierały też biletu. Przeszukujesz kieszenie, zaglądasz do wszystkich zakamarków torby i oddychasz z ulgą widząc zmięty rulonik, który uchroni cię przed oddaniem jednej trzeciej miesięcznej pensji. Chwila.. przecież ty już nie masz pensji ! Pocieszasz się myślą, że być może dzisiejsza rozmowa kwalifikacyjna okaże się bardziej owocna niż trzydzieści osiem pozostałych.

Jednak nie wszyscy mieli tyle szczęścia co ty. Podchmielony czterdziestolatek w spranej neonowej wiatrówce z adidasa próbuje wywinąć się od mandatu. Z początku to mu nawet współczujesz jednak krew zalewa cię coraz bardziej, gdy patrzysz na zegarek i widzisz szóstą pięćdziesiąt pięć. Właśnie za pięć minut masz stawić się w gabinecie swojego (być może) nowego pracodawcy. Dodajesz do tego jakieś dwie minuty które musisz przebyć pieszo i nagle sytuacja przestaje cię bawić. Typek ani myśli wysiąść a bezsensowna wymiana zdań z kontrolerem trwa już jakieś dziesięć minut. Zdenerwowany do granic ostateczności wysiadasz i decydujesz przejść na piechotę te dwa przystanki. Dokładnie w momencie gdy opuściłaś tramwaj, kontroler wychodzi z rozemocjonowanym mężczyzną, a twój ulubiony środek lokomocji jak gdyby nic rusza sobie dalej.

Kipiąca w tobie złość nie pozwoliła ci zauważyć, iż w miejscu w którym aktualnie stoisz, rozkopano wszystkie chodniki, a deszcz zamienił suchą nawierzchnię w gliniastą maź oblepiającą cię do kostek. Twoje buty wyglądają już gorzej niż te, które nosił przyjaciel menel. Z szarego nieba leje się zimna, marznąca woda i wpada ci za kołnierz, a ty właśnie uświadamiasz sobie, że nie masz parasola i zanim dotrzesz do firmy, będziesz wyglądał gorzej niż żebrak spod monopolowego pod twoim blokiem. Idealnie na pierwszy dzień rozpoczęcia nowej pracy. Szef na pewno doceni twój „outfit”, przecież nonszalancko zaniedbana elegancja to teraz najnowszy krzyk mody. Przeglądasz się w pobliskiej wystawie, jeszcze tylko zwichrzyć włosy i jesteś gotowy na podbicie korpo świata.

Tak więc jeśli korzystasz z komunikacji miejskiej i nie motywuje cię to do znalezienia pracy i kupna samochodu, lub też jeśli korzystasz z niej mając pracę – to wiedz, że dzieje się z tobą coś niepokojącego.
Jeżeli natomiast jazda ta jest dla ciebie przyjemnością bądź też nie masz nic przeciwko –wysłałabym Cię do mojego psychoterapeuty, ale popełnił samobójstwo.

  • oczywiście tekst jest pisany z przymrużeniem oka więc nie zabijajcie mnie tak bardzo.

Jedna myśl na temat “Komunikacja miejska, czyli jak dojechać do pracy i nie zwariować.”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *